nagłówek

Śpiewokrzyk silnych kobiet

EDEN -Magazyn SPA/NR 11 listopad 2008

Najpierw uporządkowała swoje życie. Teraz pomaga tym, którzy sami nie potrafią tego zrobić. Z Alicją Chlastą, która stworzyła ośrodek rozwoju osobistego i uważa, że życia nie można przeżyć byle jak, rozmawia Magda Lipka.

Spotykamy się w jej ośrodku na warszawskim Starym Mieście. Tu odbywają się warsztaty dla kobiet, zajęcia psychologiczno-rozwojowe, medytacje zen i lekcje chi kung. Mieszkanie jest bajeczne. Ogromny, dwupoziomowy strych w pobliżu Rynku. Moje ochy i achy kwituje uśmiechem. – Mam to szczęście, że ludzie zostawiają tu dobrą energię…

Alicja Chlasta cztery lata temu zdecydowała się rzucić swoje dotychczasowe zajęcia i otworzyć ośrodek rozwoju osobistego. Nazwała go „Alcha” – od pierwszych liter imienia i nazwiska.

Kobiety, które trafiły na organizowane przez nią zajęcia, pocztą pantoflową – najlepszą z możliwych reklam – przekazywały sobie informacje o tym, co tu się dzieje. I tak z warsztatu na warsztat przybywało chętnych.

Dziś organizuje spotkania nie tylko w Warszawie. Lubi przygotowywać kursy wyjazdowe. Najchętniej w pięknych zakątkach na jej ukochanej Suwalszczyźnie. Sama też jest nieustannie w drodze. Do Warszawy wraca, aby przezimować.
Ma szczęście do ludzi.
Wystarczy spojrzeć na listę osób prowadzących warsztaty: aktorka Małgorzata Braunek uczy medytacji w stylu zen, psycholożka Katarzyna Miller pomaga przeżyć kryzys, a Mariusz Sroczyński – jeden z najlepszych w Polsce nauczycieli tai-chi – tłumaczy, jak wzmocnić kręgosłup.
Nam Alicja Chlasta opowiada, dlaczego warto wyruszyć w podróż w głąb siebie. Jej najcenniejsza życiowa rada: być w zgodzie z samym sobą. Reszta się ułoży…

Pani tylko organizuje czy sama też uczestniczy w zajęciach?
Pewnie, że uczestniczę! Brałam udział we wszystkich kursach i warsztatach, które „Alcha” organizuje.

Który z nich był najbardziej niezwykły?
Śpiewokrzyk. To taka technika śpiewania otwartym głosem. Nasi przodkowie tak śpiewali, gdy wspierali się rytualnymi pieśniami w trudnych i przełomowych chwilach, ale też podczas zabawy i pracy. Śpiewokrzyk to pieśń wydobyta z głębi siebie. I gdy tak śpiewamy, to dzieją się z nami różne rzeczy. Mnie to spotkało. Śpiewając, poczułam nareszcie, kim jestem, udało mi się skontaktować z własnym jestestwem. To był początek drogi do zmiany.

I co się stało?
W pewnym momencie spostrzegłam, że wokół mnie jest mnóstwo ludzi, którzy mają wiele ciekawych rzeczy do przekazania innym, oraz tych, którzy szukają pomocy. A ja mogę pomóc im spotkać się ze sobą.

Bo jak się samemu przezwyciężyło kryzys, to łatwiej pomagać innym.
Ma pani rację – jeśli dopadł nas życiowy kryzys i udało się nam go pokonać, to mocniej stoimy na nogach. Ale ja nie pomagam, bardziej podoba mi się określenie inspiruję. Na zajęcia, które organizuję trafiają osoby szukające czegoś w życiu. Mam nadzieję, że u mnie w ośrodku to COŚ mogą odnaleźć.

Nawet jeśli zajęcia dotyczą wizażu?
Pewnie pani myśli, że to jakieś nieporozumienie, ponieważ głównie organizujemy poważne warsztaty: jak poradzić sobie ze stresem, jak dać sobie radę w trudnych, życiowych sytuacjach.   A tu wizaż i nauka stylizacji sylwetki – takie mało poważne sprawy. Nic bardziej błędnego! Kilkudniowy kurs wizażu to także dobry sposób na to, aby spotkać siebie, dostrzec własne piękno, ba – nawet zakochać się w sobie!

Mamy zaakceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy?
Mamy wsłuchać się w siebie, dowiedzieć się, czego w życiu tak naprawdę chcemy, i to zrobić. Wówczas życie ma sens. Życie jest zbyt krótkie, aby przeżyć je byle jak. Otaczać się nieciekawymi ludźmi, tkwić w nieciekawej pracy, czytać mało ambitne książki i słuchać kiepskiej muzyki. Z życia należy brać to, co najlepsze.

A jeśli tego nie potrafimy?
Potrafimy, tylko boimy się usłyszeć nasz wewnętrzny głos, który, być może, mówi nam, że to co obecnie robimy, już nie ma sensu i być może nigdy go nie miało. I zamiast dodawać nam sił, jedynie niszczy nasze życie.

Warsztaty psychologiczne pomogą znaleźć sens życia?
Myślę, że tak. Bo dobrze jest zobaczyć nasze  życie z dystansu, oczami innych. Kobiety spotykają się, aby pomóc sobie. Tak było zawsze, współczesne czasy zmieniły jedynie formy. W grupie, w której nie ma mężczyzn, jesteśmy ze sobą totalnie szczere.

Na jakie zajęcia warto chodzić?
To sprawa indywidualna. Mnie pomógł śpiewokrzyk, komuś innemu warsztat przygotowany przez Katarzynę Miller – „Kryzys – przystanek do szczęścia”. Ważne, aby się na któreś zdecydować i wprowadzać zmiany w życiu.

Jednak trudno tak z dnia na dzień zmienić życie.
Dlatego dobrze jest wprowadzać zmiany małymi krokami. Po prostu zróbmy coś innego niż zwykle. Prosty przykład: jeśli od dziecka jemy mięso, to raz w tygodniu zorganizujmy dzień wegetariański. Można też zrobić coś, na co wcześniej nie miałyśmy odwagi albo chęci – zamiast tkwić przed telewizorem wyjść na spacer, zapisać się na jogę, pójść do kina.
Każda z nas wie, czego potrzebuje.  Jedne chcą zadbać o swoje zdrowie, inne potrzebują rozwijać się duchowo, jeszcze inne wybiorą psychoterapię, ruch, taniec. Ważne, by się z tego nie wycofać. Nie rezygnować ze stwierdzeniem: „to nie dla mnie”.

Tylko jak to zrobić?
Nie okłamywać siebie, że jakoś to będzie, że wszystko jest w porządku. Jeśli odkrywamy, że życie nas uwiera, to znak, że należy je zmienić. Wiele kobiet w okolicach czterdziestki i pięćdziesiątki przeżywa kryzys wieku średniego. I wiele z nich udaje, że nic takiego nie ma miejsca. Po co?
Willigis Jager w książce „Życie nigdy się nie kończy” pisze: „Kryzys może stać się kryzysem decyzji, wyzwaniem do rozpoczęcia nowego etapu życia. Dzięki niemu powstaje radyklana niepewność. Pytanie brzmi, czy potrafimy zobaczyć tę niepewność jako wyruszenie ku czemuś nowemu…”
Od siebie dodam, że nie warto udawać, że kryzysu nie ma. Bo, gdy przyznamy się przed sobą, że jest nam źle, i przeżyjemy ból z tym związany, to zrobimy w swoim życiu miejsce na inne doznania.

Jak sprawić, aby życie miało sens?
Nie ma jednej recepty. Każda z nas oczekuje od życia czegoś innego. I tylko my same wiemy, co w naszym życiu jest naważniejsze. I to co myślimy w głębi duszy, jest jego sensem.
Ale tak nas wychowano, że nie słyszymy siebie, staramy się podobać innym ludziom i spełniać oczekiwania innych. Zamiast być sobą, chcemy być podobne do narzuconego przez kulturę wzorca…

…a jak śpiewa Anna Maria Jopek: „życie po to jest, by żyć”.
Ale też śpiewa: „niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam…”. I być może jest to dobry początek, aby dotrzeć do siebie. Wysiąść z pędzącej rzeczywistości i zauważyć inny świat, który nas otacza.