nagłówek

Będą uczyć się od drzew

Gazeta Współczesna, 13 lipca 2007

Tańczą w kręgu, ćwiczą technikę Alexandra, poznają przeszłość swojej rodziny, docierają do głębi swojej kobiecości. Coraz więcej kobiet spędza wakacje na warsztatach rozwoju osobistego. Coraz więcej warsztatów odbywa się w naszym regionie. Łatwo tu znaleźć miejsca spełniające podstawowe warunki: musi być pusto i pięknie…

Wakacje dla wielu osób, przede wszystkim kobiet, stają się coraz częściej czasem wielkiej zmiany i odkrywania siebie. Ponieważ rozwój osobisty w niektórych kręgach staje się modny, coraz więcej osób korzysta z ofert rozmaitych trenerów i wypoczywa na letnich obozach, łącząc relaks z pracą nad sobą. Można je zobaczyć, gdy na pustej łące tańczą w kręgu, ćwiczą tai-chi, czasami turlają się po ziemi, obejmują drzewa albo… krzyczą.

– Zajęcia są bardzo różne. Czasami dla ludzi z zewnątrz to, co robią uczestnicy warsztatów, wydaje się bardzo dziwnie – przyznaje Alicja Chlasta, założycielka Ośrodka Rozwoju Osobistego „Alcha” w Suwałkach (a teraz także w Warszawie). – Właśnie dlatego obozy odbywają się w miejscach, gdzie nie ma ciekawskich i nikomu nic nie trzeba tłumaczyć.

Warunek niezbędny to pustka. Ważne też, by wokół było pięknie, ponieważ zachwycające krajobrazy ułatwiają medytację i koncentrację na swoim wnętrzu. Suwalszczyzna spełnia oba te warunki, poza tym w wielu ośrodkach wciąż można dość tanio (w porównaniu do innych części Polski) wynająć pokoje i sale na zajęcia. Właśnie dlatego trenerzy rozwoju osobistego z całego kraju coraz częściej przyjeżdżają na Pojezierze Suwalsko-Augustowskie i tu prowadzą zajęcia.

Magiczna Suwalszczyzna

– Takie rzeczy można oczywiście robić wszędzie, ale Suwalszczyzna jest piękna i magiczna, jest też bardzo spokojnie, bez problemu można znaleźć ośrodki, gdzie jest bardzo mało ludzi – mówi Alicja Chlasta. – Mam takie zaprzyjaźnione miejsca, w których już kilkakrotnie organizowałam obozy.

Alicja przyznaje, że uczestniczki zajęć zawsze zachwycają się Suwalszczyzną.

– Otaczające je piękno pomaga. Zieleń, ogromne łąki albo las, jezioro – to wszystko gwarantuje spokój i bezpieczeństwo. Suwalszczyzna zachwyciła też Hannę Sienkiewicz z Warsztatu Osobnego (Warszawa), razem z koleżanką prowadzącą zajęcia „Tańce w kręgu”.

– Trafiliśmy do tego regionu zupełnie przypadkowo i bardzo spodobał się nam krajobraz, ale i ludzie. Chcę pochwalić państwa Łęczkowskich z Wiżajn, właścicieli ośrodka, którzy są wspaniałymi gospodarzami i nie dziwią się niczemu, co robimy – podkreśla. – A okolice tak mi się spodobały, że chciałam kupić ziemię dla siebie i przeprowadzić się tutaj z Warszawy. Niestety, nie udało się – na razie. Co mi się tu najbardziej podoba? Że jest pusto i pięknie.

– Gospodarze muszą mieć w sobie wewnętrzne ciepło, muszą też być otwarci na ludzi. Bo miejsce, w którym odbywają się warsztaty, nie może być przeszkodą w pracy uczestników nad sobą – dodaje Alicja Chlasta.

Czas kobiet

W warsztatach uczestniczą przede wszystkim kobiety. Wiele zajęć adresowanych jest tylko do nich, ale płeć męska nie przyjeżdża nawet na te, w których mogłaby brać udział. Do tego stanu rzeczy trenerzy już się przyzwyczaili i programy zajęć dostosowują do potrzeb pań.

– Na „Tańce w kręgu” przyjeżdżają kobiety, które potrzebują czasu, by się zatrzymać, wyrwać z codziennego pędu i skupić na sobie, swoim przeżywaniu, odczuwaniu – opowiada Sienkiewicz. – W Wiżajnach mają taką możliwość.

Znaczenie miejsca doceniają także założycielki białostockiej filii Instytutu Ewy Foley w Warszawie. Na lipiec zaplanowały warsztaty „Ziemia”. Miały być one okazją do odkrywania swobodnego przepływu energii, uczestniczenia w rytuałach tantrycznych i szamańskich, medytowania.

„Warsztaty odbędą się w Puszczy Knyszyńskiej na wschodnich ziemiach Polski. Jest to jedno z ostatnich miejsc w Europie, gdzie występuje dziewicza puszcza. (…) W czasie naszego spotkania będzie można skosztować rosnących tam jagód i poziomek, a bardzo często zobaczyć się twarzą w twarz z sarną, jeleniem, łosiem. Miejsce jest magiczne, mieszkańcy słyną z wyjątkowej gościnności i kto raz tutaj trafił, wraca z sentymentem” – napisały organizatorki w ulotce informacyjnej warsztatów. Niestety, obóz się nie odbył.

– Zgłosiło się za mało chętnych – wyjaśnia Anna Grusza, organizatorka. – Wyraźnie widać, że więcej osób jest zainteresowanych krótkimi warsztatami weekendowymi, a mniej jest w stanie się wyrwać na tygodniowy obóz.

Pocztą pantoflową

Hanna Sienkiewicz z Warsztatu Osobnego także przyznaje, że zgłosiło się do niej mniej chętnych niż oczekiwała, dlatego zamiast dwóch obozów „Tańce w kręgu” będzie tylko jeden.

– Główny problem to rozreklamowanie warsztatów. Taki sposób spędzania wakacji dopiero zaczyna być popularny. A nas nie stać na to, by wykupić reklamę np. w jakimś piśmie, dlatego informacja o obozach rozchodzi się raczej pocztą pantoflową. Stąd nasze problemy. Natomiast Alicja Chlasta z „Alchy” nie narzeka na brak zainteresowania jej ofertą. Wręcz przeciwnie. W tym roku organizuje aż pięć wakacyjnych obozów na Suwalszczyźnie i na wszystkie ma już chętnych!

– Myślę, że ma na to wpływ różnorodność oferty. Organizuję i obozy psychologiczne, i rozwojowe, dlatego trafiam do ludzi zainteresowanych różnymi programami czy technikami. Zawsze jednak organizuję tylko takie warsztaty, które mi osobiście pasują, w których sama chętnie wzięłabym udział.

Największym zainteresowaniem cieszy się obóz prowadzony przez Katarzynę Miller, znaną z ogólnopolskich mediów panią psycholog. Pod koniec lipca w miejscowości Użmauda na Suwalszczyźnie spotkają się kobiety, które chcą „dotrzeć do swojej najgłębszej wartości, do unikalnej kobiety, którą każda z nas ma w sobie. Spróbują odpowiedzieć na pytanie, czy znają tę kobietę, czy mają z nią kontakt, czy są jej ciekawe” (cytat z oferty „Alchy”).

Warsztatowiczów można też będzie spotkać na Mazurach, w ośrodkach położonych w niewielkich miejscowościach. W tym roku będzie tam można poćwiczyć jogę, spróbować wegetariańskiej kuchni oraz na własnej skórze odczuć, jak na człowieka wpływa terapia tańcem. Przez kilka lat do województwa podlaskiego przyjeżdżały też feministki ze stowarzyszenia „Ulica Siostrzana”. Zorganizowały nawet głośny ślub dwóch kobiet. W tym roku przeniosły się jednak pod granicę polsko-ukraińską. Za to na Warmię przyjadą w lipcu kobiety i mężczyźni, którzy będą uczyć się od drzew, szukać ciszy w swoim wnętrzu i zdawać się na głos intuicji.

Rozsmakowane w warsztatach

Na obozy regularnie przyjeżdżają te kobiety, które wcześniej rozsmakowały się w warsztatowym życiu. Często co roku spotykają się np. na „Tańcach w kręgu”, niektóre w każde wakacje próbują czegoś innego.

– Dzięki warsztatom zawsze dowiaduję się czegoś nowego o sobie. Lubię to, bo w ciągu roku nie mam czasu, by pomyśleć o swoich marzeniach, uczuciach, skupić się na swoim ciele i płynących z niego sygnałach – opowiada Dorota z Białegostoku, lat 46, właścicielka firmy, która na ścieżkę rozwoju osobistego (takiego określenia używa) wstąpiła trzy lata temu. Zaczęło się od przypadkowego wyjazdu z koleżankami, ale już po pierwszym dniu poczuła, że to jest to, czego szukała w życiu. Właśnie wtedy nauczyła się pytać samą siebie, co jest dla niej ważne.

– To bardzo cenna umiejętność, bo kiedy zaczynam się gubić wśród codziennych problemów, wymykam się na chwilę w jakieś puste miejsce, najlepiej do lasu, i z dala od innych, po raz kolejny ustalam swoją hierarchię wartości. Dzięki temu wiem, na co warto przeznaczyć czas, a co mogę sobie odpuścić.

Potem Dorota pojechała na warsztaty dla kobiet w Warszawie. Tam poczuła, jak wielką moc ma spotkanie kobiet w kręgu.

– Dopiero wtedy odkryłam, ile siły mogą sobie przekazać kobiety. W moim życiu do tej pory było inaczej: nie czułam tej przysłowiowej „solidarności jajników”, nie dostałam wsparcia ani od swojej mamy, ani od babci, siostra zawsze była gdzieś daleko. To mężczyźni mnie wspierali – wyznaje. – Teraz wiem, jak bardzo zabrakło mi kobiecej mocy, jak dużo daje bycie blisko osób, które wiedzą, co przeżywam, a wiele moich problemów rozumieją bez słów, bo same przeszły przez to samo! Bez warsztatów nigdy bym tego nie doświadczyła.

Dorota co roku podczas wakacji wyjeżdża na obozy psychologiczne. Jej przyjaciółka Marta woli te, na których najważniejsza jest praca z ciałem. Była już na warsztatach choreoterapii, poznała technikę Alexandra (uczy lepszego kontaktu z własnym ciałem), szukała ubrań dopasowanych do swojej psychiki, ćwiczyła tai-chi. Marta lubi też malować i rzeźbić, dlatego jeździ na zajęcia wykorzystujące techniki plastyczne.

– W tym roku wybieram się na obóz jogi. To nie będzie dla mnie jakaś straszna nowość, ćwiczę jogę przez cały rok, ale czuję się tak zmęczona i wypalona, że chcę znaleźć się w jakimś spokojnym miejscu i pod okiem dobrego nauczyciela ćwiczyć kolejne asany i medytować – mówi.

Marta jest nauczycielką. Cena obozów, zazwyczaj wysoka, to dla niej spory problem, ale potrafi przez cały rok oszczędzać na jeden, dwa wakacyjne wyjazdy.

– Rodzina mnie zresztą do tego dopinguje. Dzieci mówią, że jak wracam z obozu, to wreszcie można ze mną porozmawiać – śmieje się Marta.

Anna Mierzyńska